|
Brothers in Arms
2009-08-20
„The Man's Too Strong" i „One World", dwa pozostałe utwory, mogłyby być atutem niejednej płyty, tyle że akurat nie „Brothers In Arms". Tu wyraźnie odstają od reszty i pełnią rolę drugoplanową. Są jedynie wielkim czekaniem na wielki finał. A może po prostu miały na chwilę rozładować nagromadzone emocje i przygotować na nie mniejsze? Można i trzeba podziwiać klasę utworów wypełniających „Brothers In Arms", nie wolno jednak zapominać o wykonawstwie, wyjątkowo dopracowanym w szczegółach. Saksofon Michaela Breckera w „Your Latest Trick", bębny Omara Hakima w „Ride Across The River", no i oczywiście gitara Knopflera w większości piosenek, ale przede wszystkim w tytułowej — to najbardziej efektowne elementy tej przepięknej mozaiki, to rzeczy, których słucha się z wyjątkową przyjemnością. Pobierz MP3 Muzyka zepchnęła słowa na daleki plan. To nic nowego jeśli chodzi o Dire Straits — tak nie było tylko w przypadku „Private Investigations", które chyba już pozostanie najciekawszym tekstem Knopflera. Za swoiste novum (a i chyba główną myśl albumu) uznać można akcenty pacyfistyczne pojawiające się w „Brothers In Arms", „One World" i „Ride Across The River". Poza tym lider Straits jak zwykle pisał i śpiewał o dolach i niedolach muzyków, w „Walk Of Life" ciepło portretując ulicznego grajka, a w przesyconym ironią „Money For Nothing" zakładając okulary tych, którzy na rocka patrzą jako na błazenadę i szalbierstwo. Pisał także o miłości — w „So Far Away" i „Why Worry". MP3 Skomentuj [0]
Ballady MP3 2009-08-20
Forma albumu „Brothers In Arms" okazała się na dobrą sprawę konwencjonalna. Wypełniły go piosenki proste i niewyszukane, o od razu zarysowanej melodii, czasami bliskie idiomowi typowej muzyki pop. Ale nie forma, a treść pozwoliła uznać tę płytę za najlepszą w dorobku Dire Straits. Nie forma, a treść kazała dostrzec w „Brothers In Arms" arcydzieło... Można powiedzieć, że piąty album DS przede wszystkim balladami stoi. Ale przecież każdy słuchając go po raz pierwszy, po trzech utworach nie spodziewał się takiego kierunku... Otwierające krążek „So Far Away" wolno dziś postrzegać jako łącznik między pierwszymi i ostatnimi nagraniami zespołu. Brzmienie zdecydowanie gitarowe, oszczędność środków wyrazu, zauważalne ślady country... Dalej, w „Money For Nothing", tradycja (bardzo stonesowski riff gitary) pięknie i efektownie splata się z nowoczesnością (produkcja, brzmienie). I wreszcie ..Walk Of Life", czyli wykorzystanie wcześniejszych springsteenowskich doświadczeń Dire (choćby w „Skateaway"), choć bez wnikania w styl „Bossa". A potem już właśnie tylko ballady... Ballady wielkiej i rzadkiej urody, delikatne, kojące (albo podgrzewające! — kwestia nastroju...) emocje, prawdziwe klejnoty Knopflerowskiej liryki. Ballady podobne klimatem, choć przecież zróżnicowane, co powoduje, że nie można mówić o monotonii. „Your Latest Trick", osnuta wokół przepięknego motywu saksofonu, jest spośród nich najbardziej szlachetna. „Why Worry" z pewnością najbliższa stereotypowej muzyce pop. „Ride Across The River" 7. kolei najbardziej nowatorska. Przypomina „Follow Me Home" (jakże nastrojowo cykają świerszcze, specjalnie nagrywane nocą na zboczu wulkanu), ale jest o wiele, wiele ciekawsza. Zaś „Brothers In Arms" — po prostu najpiękniejsza. Zbiera większość najlepszych cech poprzednich ballad. Stojące dźwięki syntezatorów, jakby odgłosy burzy, a potem, po pierwszym wejściu gitary, już tylko dreszcze... Tak oto Dire Straits definiuje piękno...Pieniądze na nic 2009-08-20
I jeszcze jedna historyjka związana z „Money For Nothing", a ściślej rzecz biorąc — z fragmencikiem „Uwa mumba". Edowi Bicknellowi niezbyt przypadła do gustu pierwotna wersja tego utworu. Gdy podzielił się swą impresją z Markiem, ten odburknął właśnie „Uwa mumba", po czym obaj dżentelmeni doszli do wniosku, iż owe nieskoordynowane sylaby po prostu ożywią piosenkę. Wspaniali muzycy, wspaniałe kompozycje, wspaniałe miejsce, niezła atmosfera nagrań (trwającycłi z jedną przerwą do kwietnia)... Efekt musiał być taki, jaki był — wydanego w maju 1985 roku albumu zatytułowanego „Brothers In Arms" (produkcja — Mark Knopfler i Neil Dorfsman) słuchał bez przesady cały świat, bo zdumiewająco pogodził on zarówno publiczność rockową, jak i tych, którzy interesują się typową pop musie. Dlaczego „Brothers In Arms"? Pamiętam — wspomina Mark Knopfler — jak zastanawiałem się nad tytułem całości i rozważałem pomysły, których miałem kilka. „So Far Away"? „Walk Of Life"? „Your Latest Trick"? Większość tytułów piosenek nadawała się na tytuł całego zbioru... Ale w końcu „Brothers In Arms" wydało mi się najlepsze. To elastyczna nazwa, łatwo wpadająca w ucho, a poza tym kryjąca w sobie obraz muzyków pracujących razem. Dodajmy, że również odsyłacz do najlepszego utworu na płycie, zapowiedź jej wielkiego finału... Tematy koncertowe MP3 2009-08-20
Pouczająca jest „statystyka" „Alchemy...". Pouczająca i jakby myląca. Tylko dwa utwory (nie licząc uwzględnionego jedynie w wersji kompaktowej „Love Over Gold") z promowanej w 1982 i 1983 roku płyty „Love Over Gold" („Private Investigations" i „Telegraph Road"). Tylko po jednym z „Dire Straits" (oczywiście „Sultans Of Swing") i „Communiąue" ("Once Upon A Time In The West") plus genialny temat instrumentalny „Going Home - Theme From Local Hero" z filmu (który już zwyczajowo będzie zamykać koncerty DS) oraz „Two Young Lovers". Za to cztery („Tunnel Of Love", „Romeo And Juliet", „Expresso Love" i „Solid Rock") z „Making Movies". Aż cztery. Jednak to przecież „Making Movies" w istocie już nie tylko sygnalizowało, ale wręcz ujawniało zmianę oblicza Dire Straits, na dobre dokonującą się na „Love Over Gold" — płycie nierównej, z której zagrano tylko to, co zagrania było warte. Po „Once Upon A Time In The West" sięgnięto z przekonaniem, że akurat w tym przypadku sceniczne zmiany wybitnie wyjdą piosence na korzyść. A bez „Sultans Of Swing", klasyka nad klasykami, trudno wyobrazić sobie jakikolwiek koncert Straits. Choć pozycji klasycznych było na „Alchemy..." więcej, dużo więcej. Jeśli nie liczyć „Down To The Waterline", „In The Gallery", „Water Of Love", „Where Do You Think You're Going?", „Lady Writer" i „Skateaway" — album zbierał bodaj wszystkie prawdziwie wartościowe kompozycje Marka. Zbierał, skrzył się nimi, ale i niektóre nobilitował, kreował. Czy „Two Young Lovers", „Solid Rock", „Expresso Love" (a także „Going Home...") pamiętalibyśmy dzisiaj równie dobrze, gdyby nie znalazły się na tej płycie? wersje koncertowe MP3 2009-08-20
Na koncertach artyści zwykle przestawiają utwory w dobrze znanych wersjach, zmieniając kształt tylko nielicznych kompozycji. Ale są i inne, biegunowo odmienne koncepcje. Pierwsza, realizowana dużo częściej (doskonale uosabiana np. przez Rush), polega na obraniu sobie za cel główny — ba! punkt honoru — możliwie wierne zaprezentowanie jak największej liczby utworów w kształcie maksymalnie zbliżonym do studyjnych oryginałów. Wyznawcy koncepcji drugiej (czyli m.in. Led Zeppelin na „The Song Remains The Same") - kawałki dostępne w formacie MP3, starają się wykonywane utwory już nie tylko wzbogacać, ale momentami wręcz zmieniać. Starają się wycisnąć z nich tyle, ile się da... „Alchemy..." nie pozostawia wątpliwości, po której stronie opowiedziała się grupa Dire Straits. Koncert daje sposobność — mówił jej szef — do kreowania piosenek niemal w ostatniej chwili, każdego wieczoru inaczej. Wprawdzie niesie to ze sobą pewne ryzyko, ale jego podjęcie to emocjonująca i kusząca pespektywa. Milo próbować nadać inny kształt temu, co przecież wymyśliło się dość dawno. Na scenie utwory zmieniają się, i to im częściej się je gra. Nawet tempo ulega zmianie — z występu na występ staje się ono wciąż szybsze, aż... przychodzi taki moment, że trzeba zwolnić. A niektóre kompozycje rozrastają się, bo podczas improwizacji wyłaniają się nowe motywy. „Alchemy..." ilustruje to wybornie. Utwory rozrosły się, rozwinęły, pozmieniały. Pokazały Dire Straits w nowym, innym świetle. Czy lepszym? Nie gorszym... Na pewno barwnym. Bardzo barwnym. Innowacje dotyczyły przede wszystkim kompozycji, które już w swej pierwotnej wersji odchodziły od rock'n'rollowego idiomu. Przetworzono „Romeo And Juliet" wyposażając w efektowne pauzy, wzbogacono wstęp „Tunnel Of Love", a poza tym rozciągnięto „Once Upon A Time In The West"... Jeśli do tego dodać «Private Investigations" no i, oczywiście, tak długie już w wersji studyjnej „Tetegraph Road" — charakter tego albumu oznaczony będzie wyraźnie. Nic więc dziwnego, że nawet „Sultans Of Swing" rozrosło się ponad miarę... Pobierz koncertówki MP3 MP3 - Love Over Gold 2009-08-20
Lider Dire Straits ma rację. Czy ktoś zastanawiał się, czemu płyty koncertowe wychodzą tak długo po zakończeniu tournées? Nie tylko dlatego przecież, by nie zderzyć się na rynku z płytami studyjnymi promowanymi przez te trasy. Także z tej przyczyny, że na ich przygotowanie muzycy potrzebują wiele czasu. Miksy, remiksy, poprawki, nakładki, dogrywki... a nierzadko rzeczywiście wymiany całych partii. Zdarza się, że jeden utwór złożony jest z fragmentów rejestrowanych na kilku koncertach. No i jeszcze ohydne sterowanie oklaskami przy pomocy potencjometrów! Czynią tak nie tylko ci, którzy — jak np. Genesis — dążenie do perfekcji niejako mają zapisane w artystycznym statucie. Podobnie postępują nawet wykonawcy uznawani — jak choćby The Rolling Stones — za synonim rock'n'rollowej szczerości i prawdy. Tego wszystkiego Mark Knopfler chciał uniknąć. Osobiście pilnował, by nagranemu materiałowi „nic się nie stało". Zapewniał słuchaczy: Jest on w stu procentach zarejestrowany na żywo. Nic, absolutnie nic nie dogrywaliśmy, nie było jakichkolwiek poprawek. Dzięki temu w kategorii płyt koncertowych staje się on pozycją unikatową. I rzeczywiście... Pilotujący całość singel „Love Over Gold"/,,Solid Rock" właściwie przepadł (w Anglii doszedł ledwie do pięćdziesiątego miejsca), ale wydany w marcu 1984 roku dwupłytowy album „Alchemy-Dire Straits Live" (produkcja — Mark Knopfler) szybko rozgościł się na europejskich listach bestsellerów. |

Subskrybuj blogi